Kiedy odzież robocza się przydaje…

Dosyć dużo podróżuję służbowo samochodem. Przemierzam tysiące kilometrów, a przez to miewam różne przygody związane z awariami. Oczywiście historie z jazdą na feldze i wymianą koła na środku drogi to standard. W tym celu zawsze w bagażniku mam skórzane, robocze rękawiczki i butelkę z wodą.

Odzież roboczaJednak kiedyś przydarzyła mi się znacznie gorsza usterka. Jadąc bardzo dziurawą drogą, zahaczyłem tłumikiem i go urwałem. Sytuacja ogólnie nieciekawa. Ja ubrany w garnitur, w połowie drogi pomiędzy wioskami, środek lasu i urwany tłumik. Nie pozostało mi nic innego, niż przykucnąć i próbować go w jakikolwiek sposób zamocować. Wszelkie próby spełzły na niczym. Dodatkowo zbliżająca się godzina umówionego spotkania sprawiała, że z każdą minutą, ręce coraz bardziej mi się trzęsły. Sytuacja, z biegiem czasu, stawała się coraz bardziej dramatyczna. Na początku szukałem czegokolwiek, czym mógłbym podwiesić tłumik. Niestety w samochodzie nic takiego nie było, przeszedłem się wzdłuż drogi i na moje szczęście natrafiłem na wyrzucony pasek klinowy, tory posłużył mi do umocowania części. Teraz było ciężej. Musiałem wczołgać się pod auto. Zrobiłem to, przy okazji brudząc niemiłosiernie garnitur. Po całej akcji pojechałem do klienta, przepraszając za spóźnienie i swój wygląd. Na swoje wytłumaczenie zaserwowałem mu niezłą opowieść.
Po tym wszystkim pojechałem do mechanika, patrząc jak on się uwija z naprawą mojego auta, wpadł mi do głowy pomysł. Prosto od niego pojechałem do sklepu w którym była odzież robocza i kupiłem marynarkę i koc, który służy jako roboczy gdy muszę klęknąć lub się położyć w sytuacji awaryjnej. Dzięki temu rozwiązaniu podróże już nie są takie stresujące.

admin Autor